Mistrzowie grzanych nalewek
Lipowa, pigwowa, orzechowa — receptury, które przekazał nam dziadek domu, i zasada: nalewka dojrzewa tyle, ile potrzebuje, a nie tyle, ile chce rynek.

Receptury z cienia
Nasza piwniczka nalewek zaczęła się od szafki dziadka — lipowa na kaszel, pigwowa na zimno, orzechowa dla gości. Receptury przetrwały, bo nie są zapisywane w notesie — są przekazywane przy samym macerowaniu. Dziś robimy je w tej samej kolejności i z tej samej zasady: owoce najpierw, cukier potem, czas na końcu — i nic więcej.
Maceracja czeka
Lipowa maceruje się sześć tygodni, pigwowa trzy miesiące, orzechowa pół roku. Nie przyspieszamy — nalewka, którą się śpieszy, smakuje jak kompromis. W piwniczce są daty maceracji napisane kredą na słoikach; gdy data mija, ja degustuję pierwszy kieliszek i decyduję, czy nalewka jest gotowa, czy jeszcze nie.
Nalewka nie lubi pośpiechu — ani w maceracji, ani przy stole.
Grzane wieczorem
Od listopada do marca nalewki podajemy grzane — lipowa z miodem i goździkiem, pigwowa z kawałkiem jabłka. To napój, który zgadza się z porą roku i z chłodem za oknem, a przy kominku smakuje jak coś, czego w karczmie wypadało szukać. Degustacyjny zestaw to pięć nalewek po 20 ml — najlepszy sposób na pierwszą znajomość.

Buteleczki na wynos
Goście często pytają, czy można kupić butelkę. Można — 250 ml w eleganckiej butelce z metką domu, najczęściej na prezent. Wybieramy razem przy barze, degustując, a nie z karty: najpierw smak, potem zakup. Nalewka nie lubi kupowania w ciemno.
- Lipowa — sześć tygodni maceracji.
- Pigwowa — trzy miesiące cierpliwości.
- Orzechowa — pół roku w ciemności piwniczki.
- Wiśniowa — sezonowa, z latem w słoiku.
Zamów zestaw degustacyjny 5×20 ml przy barze — zgadzam się tylko pod jednym warunkiem: mówisz mi, która Ci nie smakowała i dlaczego.
Zestaw nalewek czeka przy barze
Przyjdź wieczorem — degustacja od pierwszego kieliszka.